Ur. 18.09.1987 r. w Glucholazach. Twardo stapajacy po ziemi typ, basista o… basowym glosie. Studiuje historie i pracuje. Jak każdy członek eHo – uwielbia sport, zwłaszcza hiszpanską piłkę nożną, polską siatkówkę, amerykanski hokej na lodzie. Każda muzyka, której słucha jest dla niego inspirącja, od jazzu po disco, aczkolwiek szczególnie lubi funk. Ceni twórczość Chrisa Cornella (zwłaszcza z okresu Audioslave).
Początkach eHo: Kończylem z graniem zespołowym, przesiadywalem nad ostatnimi ogloszeniami, ale coraz bardziej ogarniała mnie apatia. Przykuł moją uwagę jeden anons - było w nim wiele błędów, literówek, ale coś w nim było… Poszedłem na pierwszą próbę, myślałem: ‘Jezu, co to jest?!’. Chłopaki zaproponowali mi wspólpracę na zasadzie „zobaczymy jak będzie”… Ale momentalnie wytworzyła się specyficzna wieź, zrozumienie i jestem z nimi caly czas!
Współpraca w zespole: Granie w zespole to jest coś więcej niż przyjaźń. I chyba u nas tak jest. Nie stronimy od żartów na swój temat, głośno wypowiadamy to, co myślimy, a konflikty rozwiązujemy „na pieńku”.
Komponowaniu: Trzon i zalążki utworów tworzę z Tomkiem, a następnie obrabiamy je wspólnie. Kluczem do sukcesu są częste próby w różnych konstelacjach osobowych. Myslę, ze naprawdę każdy daje z siebie wszystko i to daje końcowy efekt.
Planach zwiazanych z eHo: Grać, grać, grać, w jak najlepszej atmosferze i cieszyć się tym!
Koncertach: Wiadomo jak jest: będzie extra, damy doskonały występ, a po wszystkim każdy siada i rozmyśla, co źle zagrał. To chyba typowe, ale każdy koncert daje niezastąpioną naukę na przyszłość i poznajemy się na nim lepiej niż w rozmowach. A co na przyszłość? Grać świetne, żywiołowe i niezapomniane koncerty!
Od dwóch pozostałych członków bandu zdecydowanie wyróżnia go trzeźwe spojrzenie na świat i racjonalizm, który w sposób niezwykle spójny łaczy z umiejętnościa dobrej zabawy i nonszalancją w działaniu. Nie stroni też od niewybrednych żartów na temat reszty zespołu. Zawsze próbuje ogarnąć wszystkie opcje i wybrać tą najlepszą, badz najbardziej zamaszystą holdując zasadzie "jak szaleć, to szaleć".
Kiedyś nie z tej ziemi, teraz już bardziej z tej... słowny, ambitny koleś. Lubię go za to, że jest taki prawdziwy i naturalny; cenię za zaangażowanie w kapelę i serce.
Człenio nie do zdarcia, najbliższa mi osoba z zespołu (mimo ciągłego darcia i pretensji do mnie np. że jakiś dzwięk nieczysto zagrałem).Najrówniej z nas grający. Cecha charakterystyczna: nie wie kiedy wymyśli jakas swietną partię, myśli że wszystkie są „typowe”. Coś czuję, ze bedzie mial baaardzo dużo fanek:) Wprowadza najwięcej opanowania i trzeźwego myślenia. Poza tym z nim tworzę szkielet kawałków, więc ma wielki wpływ na podstawę songów.